-wędrując w poszukiwaniu swojej ciszy
zaszliśmy tak daleko gdzie czas się zatrzymał
to i my zatrzymaliśmy się
na zawsze...

czwartek, 30 listopada 2017

Topinambur



Sąsiedzi z daleka zaglądają ,najpierw myśleli że kukurydza .Kiedy zakwitł to obstawiali słoneczniki.Teraz zupełnie już nikt nie wie o co chodzi mamy koniec listopada śnieg czasem sypnie a my niczym dzikie świnie ryjemy w ziemi na kolanach .No cóż większość stwierdziła że coś z wykopkami nam nie
poszło i jeszcze ziemniaki zbieramy :)










Oczywiście  rośnie inaczej niż ziemniaki i dużo gorzej się zbiera .W sumie to tylko jedno utrudnia najboleśniej -zbieramy kiedy u nas na biegunie zimna jest blisko zera .




A jak się to je i co z tym zrobić.Generalnie to chyba najdłuższa część opowieści.Zielone badyle od września zjadają nasze kozy .Bulwy no akurat z nimi można robić cuda na kiju.Wszystko to co z ziemniaka ,dyni czy marchewki.Kiszonki,pure,placki,pieczone,karmelizowane,gotowane,marmoladę,zupy,chipsy,frytki.....dla smakoszy kawę a z liści herbatę do tego napoje prebiotyczne i ogólnie najlepiej to jeść chociażby dla zdrowia bo i tutaj lista bez końca bo i nowotwory i cukrzyca i na wszystko jest ogólnie cud roślina.

a tutaj kiszony tygodniowy na dole i tylko co nastawiony na górze:
a dla tych co chcą spróbować to tutaj i żeby nie było dla czytających zniżka 40% 
https://www.olx.pl/oferta/topinambur-albik-CID757-IDq7neP.html#a8c3c5c900

piątek, 17 listopada 2017

     Kozy anglonubijskie to oczywiście nasza największa miłość .Bardzo długo zajeło nam znalezienie najlepszej na świecie hodowli gdzie będziemy mogli zaopatrzyć się w te wspaniałe zwierzęta.
       
Nie było łatwo i nie było szybko a przede wszystkim nie było tanio.Ale głównym celem nie była tylko znana marka hodowli.Ponieważ nawet w najlepszych hodowlach zdarzają się kiepskie zwierzęta po prostu od czasu do czasu genetyka zbiera plon najgorszych cech i wkłada w jakieś zwierzę a potem jako niebywała okazja możemy kupić takie nieszczęście i od samego początku rozmnażamy kolejne małe,bezmleczne,krzywe zwierzęta.Dlatego nasze rozmowy trwały tak długo z Natalią Prochazką ponieważ chcieliśmy wyselekcjonowane przez nią zwierzęta dobrane w taki sposób aby geny angielskie były odpowiednio zmieszane z amerykańskimi .Aby tłustość mleka szła w parze z ilośćią oraz budowa zwierząt była oceniona przez sędziów żebyśmy mieli pewność że mamy najlepsze zwierzęta.Tak też się stało, tutaj jest nasze stado ale poszczególne cechy opiszę innym razem ....no i oczywiście naszą burzliwą przygode ze
Stowarzyszeniem Hodowców kóz Anglonubijskich w Polsce

  http://anglonubijska.pl/index.php/hodowle/hodowle-5/


piątek, 10 listopada 2017





Lipa centralnie na środku naszego jesiennego pola -ile zadumy jest w tym polu i jeszcze więcej moich myśli pod tą lipą.

 Równie jesienna droga przez naszą wieś gdy jechaliśmy wczesną porą kiedy wysiewaliśmy wapno ....ehh zdjęcie cudne ale robota masakryczna była.
No i jakby nie patrzeć przeglądając zdjęcia trafiłam na to cacko Beksińskiego-jego -mój ulubiony obraz jakby to nie brzmiało. 

Jednego jestem pewna to jest jesienny obraz koniec i kropka.I niedługo moja-jego kopia zawiśnie na mej ścianie.Niedługo to oczywiście pojęcie abstrakcyjne ,niezapominajmy że wciąż remont w trakcie czyli nie mam ściany :)
...jak to przypadkiem nazwał Janek "z mniasta do wsi" no i generalnie miał racje  kiedy stworzył grupę na portalu społecznościowym .My też tak właśnie chociaż jak widać na zdjęciu wtapiam się idealnie w krajobraz wsi .Chociaż moja wiejskość miała wiele odsłon .Na początku miało być surowo czyli zwykłe kalosze sweter i dresik :

,

























         
                  Minął rok ciężkiej pracy .Kurz ,pot i wiecznie czarne łapy od grzebania w ziemi i wtedy coś we mnie pękło.Czułam się jak wyrobek taka stara ,zmęczona i zupełnie zagubiłam gdzieś swoją kobiecość .Chyba najbardziej ją zgubiłam nosząc wiadra z wodą dla kóz .A to dlatego że nabyłam maniery dziwnie ciężkiego chodu.















Generalnie to na początku bardzo lubiłam kalosze i to że nie muszę już wyglądać :)



           W końcu zapragnęłam kobiecości i zaczełam szukać takich
 w kwiatki ,groszki a najlepiej wściekle kolorowe.


                Dałam sobie spokój z kaloszową obsesją i po 2 latach na wsi kiedy znalazłam się przypadkiem pod galeria na Ursynowie wpadłam w dzikie szaleństwo zakupów i wyszłam obładowana jak wielbłąd.Bogatsza o kilka sukienek ,szaliczków i innych tym podobnych zupełnie "niezbędnych" w życiu codziennym na wsi.


czwartek, 21 września 2017

Wykopki

Dzień pierwszy

     Niby nic szczególnego .Zbieram wiaderka,kosze,worki,kalosze,butle z wodą ,telefony i uzbrojona po zęby ruszam z wielkim zapałem.
    Niby że ja nie kopię tylko kopaczka ale nie do końca. Żeby ta kopaczka kopała biegam jak szalona za ciągnikiem to z prawej to z lewej wielokrotnie upychając chwaściory gumiakiem aby gąsiennica chwyciła i całe ustrojstwo nie stanęło dęba.Po stu metrach takiej zabawy czuje jak krople potu ściekają mi do oczu.Nie czuje nóg i rąk bo uczepiona nimi jak małpa zapierałam się żeby te grudy przemieliła machineria. Cieżko wytłumaczyć ale obrazek iście komiczno-żałosny.
   Następnie oczywiscie te wody,telefony ,wiaderka i worki ładuje gdzie i jak się da i zasuwam na koniec pola ...albo początek jakby na to nie patrzeć.
   Umęczona z wielkim jeszcze zapałem zgięta wpół ładuje nasze cudne eko ziemniaki do wiaderka i jak w amoku biegam wsypuje do wora .
        Rok słaby bo nornice ,bo zaraza bo eko po prostu...Lecz nie o tym tu chciałam bo w końcu coś urosło i coś zebrać należy.
      Po kilku godzinach czułam się wspaniale .Chyba endorfiny krzyczały mi że w tym roku praca idzie niesamowicie szybko i łatwo natomiast  w zeszłym roku miesiąc kopaliśmy i na koniec ziemię chciałam całować że więcej ziemniorów nie wypluła z siebie i że to już koniec mojej męki.
      Jeszcze tylko zwieźć i zanieść do piwnicy ..tylko.Wieczorem byłam tak zmęczona że najprostrzy ruch ręką wydawał mi się karkołomnym wyczynem.Ległam na wznak i nie miałam siły patrzeć.

     Dzień drugi

Majdan na pole i to samo co dzień wcześniej z tym że już wszystko na kolanach i pięć razy wolniej.Czuję się tak niemiłosiernie zużyta że te ziemniaki powinny kosztować co najmniej 10 zł za kg żeby ta praca dawała jakąkolwiek satysfakcje.Dodam że to były tylko dwudniowe jak na razie wykopki, a jeszcze lepsza zabawa jest jak trzeba zrobić oprysk ziołowy na stonkę .....ale to następnym razem.
...zdjęcie z zeszłego roku i jako ciekawostka to powiem wam że zaczynalismy jeszcze latem i kopałam motyczką,no chyba się zużywam z roku na rok coraz bardziej   :)

środa, 20 lipca 2016

Robaluchy ale te niesamowite.
Pan maluśkiewicz został znaleziony kiedy robiłam porządek w stodole .Wędrował radośnie po deseczce kiedy moje ślepe oczy cudnym cudem zauważyły to cacko.

Pan Zaleszczotek książkowy, zaleszczotek pospolity (Chelifer cancroides)W ulach jest pożytecznym współmieszkańcem, gdyż przyczynia się do tępienia szkodników wewnątrzulowych. Zaleszczotki książkowe żyją również w bibliotekach. Odżywiają się szkodnikami, które zjadają papier. Są pożyteczne.

sobota, 16 lipca 2016




                               Vancouver czyli czysta postać miłości na czterech kopytach.





           W maju przyjechały do nas piękne stworzenia o sarniej urodzie a wśród nich majestatyczny koziołek.Kiedy przychodzę do koziarni wychyla swój nochal i obserwuje mnie ogromnymi orzechowymi oczami .W żadnym stworzeniu nie widziałam tyle spokoju i miłości w oczach.Podchodzę przytulam sie do jego policzka a on przymyka oczka i słyszę jego oddech .Drapię go za uszkiem i po szyjce i mój Fernando byczek nad byczki rozpływa się pomimo swojej siły i wielkości.