-wędrując w poszukiwaniu swojej ciszy
zaszliśmy tak daleko gdzie czas się zatrzymał
to i my zatrzymaliśmy się
na zawsze...

niedziela, 17 maja 2015

warzenie...

    Jako że byłam jedną z nielicznych którzy mieszkają niedaleko cudownego dworku w Kryłatce to zdecydowałam się na dojazd.I oczywiście z językiem na brodzie i przeświadczeniem że się spóźniłam przyjechałam 30 minut za wcześnie.Zgromadzili się specjaliści różnej maści -szefowie kuchni,serowarzy lokalni,posiadacze wspaniałych stad zwierząt oraz nieprzeciętnych pasjonatów ziołowych .....i ja czyli nikt z powyzszych.

Nigdy nie miałam żadnego kopytnego mlekodajnego zwierza ,zioła jak się okazało jadałam na szczęście w małych ilościach bo przeważnie te szkodliwe i trujące hmm moja jedyna próba zrobienia twarogu zakończyła się sypkim smrodliwym wiórem .
     A tutaj podczas skrzętnego notowania  zespołowego i ciężkiej pracy prowadzącej specjalistki Joanny nawarzyliśmy a jakże .I zacier na chleb  i chleb, nawet dwa...


i oczywiście sery :)

korycińskie,parzenice,goudy,camemberty,żuławskie krowie i kozie ,solone ,solankowe,ziołowe  .....
     W przerwach Małgosia -właścicielka Dworku w Kryłatce donosiła tylko jedzenie ....
     -zaczęliśmy po ludzku od kawki ,potem ciasteczko i za chwilkę bułeczki drożdżowe z własną konfiturą -przysięgam że gdyby jeszcze coś doniosła  to warsztaty zamiast na krzesłach to odbywałyby się tylko z pozycji leżącej...  wszystko takie pyszne i własnego wyrobu.

-a obiad mięsiwo ze szparagami ehh no nic nie powiem bo co mam powiedzieć skoro wieczór spłynął wszystkim przy winku z owocu dereni !!!!


-dzień drugi

            -świtem wstałam  bo wiedziałam że na 9:00 rano to nijak się nie wybiorę po ludzku .Deszcz nieco pokrzyżował mi szyki bo okazało się że kiedy radośnie przytyłam 10 kilo to moje ubrania deszczowe niestety nie urosły razem ze mną :(
            -oczywiście przebrnęliśmy przez śniadanie i z pełnymi brzuchami zabraliśmy się do pracy -Joanna zaganiała nas co chwilę do nauki ponieważ my zgodnie jak przekupki jedna przez drugą i z tematu na temat -no mnie się wydaje że i tydzień takie warsztaty mogłyby trwać chociażby z kładzenia asfaltu a i tak byłoby bosko.

















             Ruszyliśmy w teren zdobywać zielsko.
            Wiedza zdobyta w terenie spowodowała boski  i wybitny koktajl chwastowo-melonowy który całkowicie skradł moje serce i wiem że nigdy nikomu nie zdradzę receptury a Joanne namówię na opatentowanie tej bomby witaminowej :)Dla dociekliwych smaku polecam wakacje w Kryłatce myślę że z pewnością goście dworku  mogą liczyć na szklankę cudu u Małgosi.


 




 -a od tej panienki mieliśmy mleko do żuławskiego koziego





           .....a w międzyczasie zrobiło nam się masło rękami sekcji maselniczej ,sekcja zielarska gotowała zupę z pokrzywy ......



             a żeby było śmiesznie w tym samym czasie WSZYSCY !!! robili sery :)

            












         Nie sposób wyjaśnić jak smakuje ,jak pachnie -każdy zabrał wyroby  do domu -wiele z serów dopiero nabierze charakteru po 3-4 tygodniach ale gwarantuje że każdy z naszych serów porywa i jak ruszymy z produkcją to zapisy będzie trzeba robić na rok do przodu ....