-wędrując w poszukiwaniu swojej ciszy
zaszliśmy tak daleko gdzie czas się zatrzymał
to i my zatrzymaliśmy się
na zawsze...

środa, 14 listopada 2018

Moja bajka życia

https://www.youtube.com/watch?v=GOZJBVavAQA

Za siedmioma lasami za siedmioma jeziorami i za jedną rzeką Biebrzą zamieszkal książe Tomasz wraz ze swą ukochaną księżną Aliną....


wszystko się zgadzało ale moi drodzy zanim zamieszkali w swoim zamkowisku nad Biebrzą stoczyli ogromną walkę, która mogła skończyć się tragicznie.Walkę życia z podstępnym smokiem który przypadkiem zobaczył księżna na spacerze i zapragnął jej tylko dla siebie .Smok zaczarował księżną Alinę i chciał zamknąć w swoim lochu z dala od całego świata . Kiedy pojawił się na niebie książe Tomasz ostrzegał
-Alino nie rozmawiaj z nim my go nawet nie znamy!!!!
Smok zaczaił się i uprowadził księżną i oczarował swoią magią.Niestety czar był tak silny że wszyscy mówili o tym jak niemożliwy jest ratunek.Jednak książe Tomasz podjął walkę z niesamowitą mocą . Dzieki swojej wytrwałości zawedrował w poszukiwaniu smoka, aż na odległe krainy zamorskie na wyspę gdzie mieszkają chochliki i czarownice w starych drzewach na wyspę gdzie na końcu tęczy mały zielony stworek chowa swój garniec złota.Tam rozpoczął pierwszy turniej walki na moce i dzieki swojej miłości udało mu się skupić uwagę księżnej i czar osłabł .Powrócili na stały ląd.Książe wciąż musiał oglądać się za siebie czy oby smok nie zaczai się .Wpadł na wspaniały pomysł i ukrył się z księżną Aliną  na zamku Czoch blisko swych przyjaciół i tam już na dobre pozbył się okrutnego smoka....
Wracając do początku naszej opowieści zamkowisko okazało się być ruiną ale zakochani wiedzieli ze dadzą radę stawić czoła każdej przeciwności tylko dlatego że mieli jeden cel zestarzeć się wspólnie w cieniu brzozy.
W zamkowisku był bardzo zimno ale żar ich uczuć oraz pomoc zduna sprawiły że już na zawsze bedą mogli siadywać wieczorem w blasku kominka rozmawiając i sącząc szkarłatne winko.
Niestety było bardzo pusto na zamkowisko i pomimo wygod jakie sobie zapewnili jak biezaca woda ,toaleta,oraz piec wciąż czuli że do szczęscia brakuje im zwierząt .Chcieli mieć takie które będą kochać poniewaz mieli w sobie tyle milosci aby obdzielic  nią nawet stado kóz....i tak też się stało.
Kozy okazały się być wspaniałymi towarzyszkami dnia codziennego ,dawały mleko a księżna kręciła cudowne sery ,które ksiąze wędził .Pracy było coraz więcej i książe popatrzył na swoje spracowane dłonie i się rozpłakał.Wiedział że pracy jest znacznie wiecej niż jest w stanie zrobić .
Smutek i bezsilność była tak silna że książe płakał całymi nocami zaś w dzień spał.
Księżna Alina nie mogła patrzeć na smutek księcia i za wszelką cenę chciała znależć sposób i udała się do czarownicy po radę.
Czarownica szeptała w ucho księżnej i jej radziła .Księżna Alina z wielkim bólem serca postanowiła wyprowadzić się do pokoju służby po to aby książe zatęsknił i szukał a wtedy napewno radość bedzie tak samo wielka kiedy uporał się ze smokiem.
Mijały dni tygodnie,miesiące ale książe był pogrązony w tak głębokim smutku że nie zauważył braku księżnej.Księżna pomyślała że być może ogrom pracy oraz jej wymagania dusiły księcia i dlatego z takim spokojem przyjął brak jej osoby .Książe wykonywał bardzo chętnie i z radością tylko jeden obowiązek-wędził sery.
Kiedy siedział pod brzozą wędząc sery zawsze spoglądał w niebo i rozmawiał z gwiazdami które niczego nie wymagały i koiły jego zasmucone serce.Pewnej nocy jedna z gwiazd zobaczyła smutne oczy księcia i spłyneła z nieba wprost do dłoni księcia.Gwiazda była piękna i miła jak z pocztówki i szeptała czule do ucha księcia aby naprawić jego smutek.Serca księcia ożyło na nowo i zatrzepotało niczym skrzydła wiosennego ptaka.Książe przypomniał sobie dlaczego jest mu tak smutno skoro już nie bolą go ręce....tęsknił za miłością.
Obiecał gwiazdce że poleci za nią na koniec świata jeśli  ta będzie mu szeptać i tulić go do serca.Gwiazda rozłożyła ramiona i chwyciła księcia w ramiona po czym poleciała w stronę nieba.
Księżna Alina widziała gwiazdkę na kolanach księcia ale nic nie mowiła bo widziała jego radość kiedy pojawiła się ta niewielka piękna zabawka.Ale kiedy ujrzała jak gwiazda tuli w swych silnych ramionach księcia i odlatuje w siną dal księżna wiedziała że gwiazdka nie była zwyczajna.
Księżna biegła co tchu pod brzozę prosząc wszystkie wróżki i demony o pomoc ale jej serce wiedziało że straciła  swojego księcia.
Księżna płakała razem z deszczem snując się po zamkowisku a czarna dziura w sercu, która  dusiła ją każdej nocy gdy budziła się zalana łzami.Poszła więc do czarownicy z prosbą o pomoc.Czarownica pokiwała głową i powiedziała że książe miał czarne serce z rozpaczy a gwiazdka nasypała księżycowego pyłku aby zaleczyc zbolale serca księcia i na ten czar nie ma żadnego zaklęcia.
Księżna wróciła do domu i wiedziała że wszystko przepadło -zaprowadziła swoje kozy na targ a za uzbierane pieniążki chciała z zamkowiska zrobić pałac diamentowy aby skusić gwiazdkę tym pięknem żeby gwiazdka skusiła się i zamieszkała z księciem w pałacu.Tymczasem księżna przeprowadziła się do koziarni.
Pewnego dnia gwiazda zeszła na ziemie zaciekawiona co tak pieknie iskrzy na ziemi i jej oczom ukazał się diamentowy pałac.Była tak zachwycona że nie zauwazyła księżnej która się zakradła i złapała gwiazdkę z diamentową sieć.
Księżna bardzo bała się rozmowy z gwiazdką ponieważ nie wiedziała co tak naprawdę dzieje się z księciem.W koncu postanowiła że oszuka gwiazdkę aby sprawdzić czy gwiazdka ma dobre serce i powiedziała.Kochana gwiazdko jestem w ciąży z pierworodnym synem księcia powiedz mi czy książe żyje?
Gwiazdka ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się ,ponieważ  nie myślała że ratując księcia skrzywdzi kogoś innego.
Księżna zobaczyła że gwiazdka ma szczere i dobre serce i postanowiła gwiazdkę wypuscic i gorąco przytulić .Wytłumaczyła również że nie jest w ciąży bo całą miłość jaką w sobie nosiła dała Tomaszowi oraz kozom i to w pełni im obojgu wystarczało.
Gwiazdka zapytała -czy wiesz czemu zabrałam księcia ?-Chciałam uratować mu życie ,ponieważ zatracał się w smutku .Księżna nie wiedziała że z księciem było tak źle i rozplakała się tak mocno że Biebrza otuliła ją w ramiona swej wody aby nie zatopiła księżna okolicznych wsi.
Kiedy księżna dryfowała w ramionach Biebrzy rozmyślała nad losem swoim,gwiazdki i ksiecia .
Wiedziała że może zaoferować księciu pałac gdzie może zamieszkać z gwiazdką która utuli jego smutne serce ale najpierw chciała zapytac księcia.Poprosiła gwiazdy na niebie żeby zwróciły jej księcia Tomasza na chwilę aby mogła mu zadać pytanie i gwiazdy się zgodziły.
Księżna już zapomniała jak silne i ciepłe są ramiona księcia i kiedy go ujrzała rzuciła mu sie na szyję....Niestety książe odepchnął Alinę tak bardzo mu obcą i niemiłą ktora przypominała mu o jego smutku.Ksiezna wiedziala ze ma jedna szanse aby zapytać zatem wstała otarła łzy i usmiechneła się-Ksiąze czy jesteś szczesliwy z gwiazdką ?Ksiąze zastanowił się popatrzył na brzozę pod którą siadywał pogrązony w smutku i jego serce znowu pociemniało.-Nie nie chce gwiazdki odprawiłem ją i powiedziałem że jej miejsce jest na niebie i nie pasuje do pałacu -po czym zacisnął pięści .Księżna zapytała-Książe mój najdrozszy czy zechcesz zamieszkać ze mna w pałacu a ja obiecuje nie narzucac sie i nawet nie zauwazysz mojej obecnosci ?-książe zacisnął zęby i nic nie powiedział.Księżna zapytała-drogi ksiąze czy chcesz zamieszkać sam w pałacu?Ksiąze odpowiedział ze złością -tak ale zamieszkam w koziarni nie potrzebuje pałacu -zburzę go poniewaz nie zasługuję na pałac .Bedę mieszkał w koziarni a moje czarne serce napoje bimbrem i tak bede zył sam w zatraceniu.....

c d n...

Księżna pogrążyła się w rozpaczy jej łzy były tak słone że skóra na policzkach zrobiła się gruba i twarda ,dłonie którymi ocierała łzy pokryły odciski i plamy.Jej gorycz zatruwała powoli ciało i z dnia na dzień zaczeła niknąć i zapadać się w sobie.Kiedy spojrzała w lustro zrozumiała ...Poszła przed siebie schować się przed całym swoim światem,posłuchać drzew i szeptac szelestem ich liści .

Moja twarz nie jest jak z pocztówki
moja twarz nie jest słodka
Moje łzy nie sa jak z pocztówki
moje łzy nie są słodkie
Moje dłonie nie sa jak z pocztówki
moje dłonie nie są słodkie
Moje oczy nie są jak z pocztówki
moje oczy nie są słodkie.....

krzyk wydobył się z jej wnętrza w korę brzozy a ona ją usłyszała....
Lipa tliła się miłosćią ktora przypominała o wszystkim co już nie wróci co odeszło i zgniło we mgle.
Księżna straciła siebie na zawsze .

Jej siostry rozporzcierały ramiona i nawoływały syrenim śpiewem nad brzegiem morza prosząc aby fale zaniosły ich troskę...

Jestes mądra....
jesteś piękna...
jesteś dobra....
jesteś miła....
 jesteś słodka jak z pocztówki...
jesteś ważna...
jesteś potrzebna...
spalimy dla Ciebie cały świat ...
nasze morza przykryją cały ból...
nasze ramiona utulą twą stratę...
chodź do nas ...
chodź słodka....

jednak księżna Alina nie słyszała nic poza ciszą w której nie było oddechu  ani bicia serca.

Książe tęsknił za gwiazdeczką jej ukojeniem i był rozczarowany że jego piękny świat zamienił się w proch.Przecież nie zrobił nic ,nie zniszczył, nie skrzywdził,nie zdradził,nie odszedł pierwszy po prostu ........zrozumiał że nie zrobił nic kiedy powinien był coś zrobić .Ale jego tesknota nie sięgała do początku ich miłości a jedynie do czasu kiedy po prostu było zwyczajnie .Jego ból i smutek to świat który sam sobie stworzył to coś czym otulił się zatracając sie w sobie i swej żałości.Nie tęsknił za księżną ,nie tęsknił za miłością bo nie można tęsknić za czymś czego nie miał w sercu.
 
..a to jeszcze nie koniec

Niebo zrobiło się cięzkie ,zimny wiatr smagał drzewami a deszcz zmywał winy tego świata.Księżna Alina wypłakała całą siebie po czym otworzyła szeroko oczy i wszystko zrobiło się tak jasne i proste.

Nie ważny jest smutek i żal nad sobą i swoją utraconą miłością .Ważne jest żeby kochać siebie samego i szanować ,nauczyć świat wokół nas jak jesteśmy ważni i niepowtarzalni.
   Ziemia po której stąpamy cieszy się cieplem naszych stóp i nie czuje ciężaru niosąc nas.Powietrze otula nas cieplem lub chłodzi w upalne wieczory .Deszcz zwilza nasze usta ,zmywa z czoła pot .Wszystko wkoło z nami współgra bo jesteśmy ważną całościa .
     Nie musimy być nie ważni ,nie musimy być niekochani bo to my jesteśmy całym światem ,kazdym oddechem ,kroplą potu czy cieplem dłoni.
    Kazdy na tym świecie ma swoją rolę i miejsce i każdy jest po coś.Gwiazdki miejsce jest na niebie ale dzieki niej na nowo książe odszukał ciepło swoich ramion przeznaczone tylko dla Aliny.Wiedział że z utratą Aliny  utraci znacznie wiecej niż gwiezdny pyłek ,który polyskiwał w jego sercu.Wiedział że pylek gwiazdki jest ulotny i w koncu wiatr wywieje go do ostatniej drobinki zostawiajac pustą czarną dziurę .Bo gwiazdka jest zaledwie swiatełkiem i tym pyłkiem niematerialnym z odległej galaktyki .Mozemy ja widzieć podziwiać ale to ulotne niczym mgiełka i wspomnienie.

Cały ten mrok i czarną rozpacz w sercu ,książe Tomasz musi uleczyć sam ,ponieważ to on wpuścił smutek i niemoc do swego serca ,to on wyrzucił miłość i to on wtulił się w nieznane ramiona gwiazdki rezygnując z tak dobrze mu znanych ramion Aliny.







poniedziałek, 12 listopada 2018

Koziarnia zdjecie z pintresta.

Duzo osób pyta jak jest najlepiej najszybciej najwygodniej......właśnie tak -znalazłam i dziele się ponieważ ten system jest boski .Kilka moich znajomych właśnie takie rozwiazania stosuja przy wzglednie niskiej sciółce i obsługa stada to zaledwie 10 minut :)

czwartek, 30 listopada 2017

Topinambur



Sąsiedzi z daleka zaglądają ,najpierw myśleli że kukurydza .Kiedy zakwitł to obstawiali słoneczniki.Teraz zupełnie już nikt nie wie o co chodzi mamy koniec listopada śnieg czasem sypnie a my niczym dzikie świnie ryjemy w ziemi na kolanach .No cóż większość stwierdziła że coś z wykopkami nam nie
poszło i jeszcze ziemniaki zbieramy :)










Oczywiście  rośnie inaczej niż ziemniaki i dużo gorzej się zbiera .W sumie to tylko jedno utrudnia najboleśniej -zbieramy kiedy u nas na biegunie zimna jest blisko zera .




A jak się to je i co z tym zrobić.Generalnie to chyba najdłuższa część opowieści.Zielone badyle od września zjadają nasze kozy .Bulwy no akurat z nimi można robić cuda na kiju.Wszystko to co z ziemniaka ,dyni czy marchewki.Kiszonki,pure,placki,pieczone,karmelizowane,gotowane,marmoladę,zupy,chipsy,frytki.....dla smakoszy kawę a z liści herbatę do tego napoje prebiotyczne i ogólnie najlepiej to jeść chociażby dla zdrowia bo i tutaj lista bez końca bo i nowotwory i cukrzyca i na wszystko jest ogólnie cud roślina.

a tutaj kiszony tygodniowy na dole i tylko co nastawiony na górze:
a dla tych co chcą spróbować to tutaj i żeby nie było dla czytających zniżka 40% 
https://www.olx.pl/oferta/topinambur-albik-CID757-IDq7neP.html#a8c3c5c900

piątek, 17 listopada 2017

     Kozy anglonubijskie to oczywiście nasza największa miłość .Bardzo długo zajeło nam znalezienie najlepszej na świecie hodowli gdzie będziemy mogli zaopatrzyć się w te wspaniałe zwierzęta.
       
Nie było łatwo i nie było szybko a przede wszystkim nie było tanio.Ale głównym celem nie była tylko znana marka hodowli.Ponieważ nawet w najlepszych hodowlach zdarzają się kiepskie zwierzęta po prostu od czasu do czasu genetyka zbiera plon najgorszych cech i wkłada w jakieś zwierzę a potem jako niebywała okazja możemy kupić takie nieszczęście i od samego początku rozmnażamy kolejne małe,bezmleczne,krzywe zwierzęta.Dlatego nasze rozmowy trwały tak długo z Natalią Prochazką ponieważ chcieliśmy wyselekcjonowane przez nią zwierzęta dobrane w taki sposób aby geny angielskie były odpowiednio zmieszane z amerykańskimi .Aby tłustość mleka szła w parze z ilośćią oraz budowa zwierząt była oceniona przez sędziów żebyśmy mieli pewność że mamy najlepsze zwierzęta.Tak też się stało, tutaj jest nasze stado ale poszczególne cechy opiszę innym razem ....no i oczywiście naszą burzliwą przygode ze
Stowarzyszeniem Hodowców kóz Anglonubijskich w Polsce

  http://anglonubijska.pl/index.php/hodowle/hodowle-5/


piątek, 10 listopada 2017





Lipa centralnie na środku naszego jesiennego pola -ile zadumy jest w tym polu i jeszcze więcej moich myśli pod tą lipą.

 Równie jesienna droga przez naszą wieś gdy jechaliśmy wczesną porą kiedy wysiewaliśmy wapno ....ehh zdjęcie cudne ale robota masakryczna była.
No i jakby nie patrzeć przeglądając zdjęcia trafiłam na to cacko Beksińskiego-jego -mój ulubiony obraz jakby to nie brzmiało. 

Jednego jestem pewna to jest jesienny obraz koniec i kropka.I niedługo moja-jego kopia zawiśnie na mej ścianie.Niedługo to oczywiście pojęcie abstrakcyjne ,niezapominajmy że wciąż remont w trakcie czyli nie mam ściany :)
...jak to przypadkiem nazwał Janek "z mniasta do wsi" no i generalnie miał racje  kiedy stworzył grupę na portalu społecznościowym .My też tak właśnie chociaż jak widać na zdjęciu wtapiam się idealnie w krajobraz wsi .Chociaż moja wiejskość miała wiele odsłon .Na początku miało być surowo czyli zwykłe kalosze sweter i dresik :

,

























         
                  Minął rok ciężkiej pracy .Kurz ,pot i wiecznie czarne łapy od grzebania w ziemi i wtedy coś we mnie pękło.Czułam się jak wyrobek taka stara ,zmęczona i zupełnie zagubiłam gdzieś swoją kobiecość .Chyba najbardziej ją zgubiłam nosząc wiadra z wodą dla kóz .A to dlatego że nabyłam maniery dziwnie ciężkiego chodu.















Generalnie to na początku bardzo lubiłam kalosze i to że nie muszę już wyglądać :)



           W końcu zapragnęłam kobiecości i zaczełam szukać takich
 w kwiatki ,groszki a najlepiej wściekle kolorowe.


                Dałam sobie spokój z kaloszową obsesją i po 2 latach na wsi kiedy znalazłam się przypadkiem pod galeria na Ursynowie wpadłam w dzikie szaleństwo zakupów i wyszłam obładowana jak wielbłąd.Bogatsza o kilka sukienek ,szaliczków i innych tym podobnych zupełnie "niezbędnych" w życiu codziennym na wsi.


czwartek, 21 września 2017

Wykopki

Dzień pierwszy

     Niby nic szczególnego .Zbieram wiaderka,kosze,worki,kalosze,butle z wodą ,telefony i uzbrojona po zęby ruszam z wielkim zapałem.
    Niby że ja nie kopię tylko kopaczka ale nie do końca. Żeby ta kopaczka kopała biegam jak szalona za ciągnikiem to z prawej to z lewej wielokrotnie upychając chwaściory gumiakiem aby gąsiennica chwyciła i całe ustrojstwo nie stanęło dęba.Po stu metrach takiej zabawy czuje jak krople potu ściekają mi do oczu.Nie czuje nóg i rąk bo uczepiona nimi jak małpa zapierałam się żeby te grudy przemieliła machineria. Cieżko wytłumaczyć ale obrazek iście komiczno-żałosny.
   Następnie oczywiscie te wody,telefony ,wiaderka i worki ładuje gdzie i jak się da i zasuwam na koniec pola ...albo początek jakby na to nie patrzeć.
   Umęczona z wielkim jeszcze zapałem zgięta wpół ładuje nasze cudne eko ziemniaki do wiaderka i jak w amoku biegam wsypuje do wora .
        Rok słaby bo nornice ,bo zaraza bo eko po prostu...Lecz nie o tym tu chciałam bo w końcu coś urosło i coś zebrać należy.
      Po kilku godzinach czułam się wspaniale .Chyba endorfiny krzyczały mi że w tym roku praca idzie niesamowicie szybko i łatwo natomiast  w zeszłym roku miesiąc kopaliśmy i na koniec ziemię chciałam całować że więcej ziemniorów nie wypluła z siebie i że to już koniec mojej męki.
      Jeszcze tylko zwieźć i zanieść do piwnicy ..tylko.Wieczorem byłam tak zmęczona że najprostrzy ruch ręką wydawał mi się karkołomnym wyczynem.Ległam na wznak i nie miałam siły patrzeć.

     Dzień drugi

Majdan na pole i to samo co dzień wcześniej z tym że już wszystko na kolanach i pięć razy wolniej.Czuję się tak niemiłosiernie zużyta że te ziemniaki powinny kosztować co najmniej 10 zł za kg żeby ta praca dawała jakąkolwiek satysfakcje.Dodam że to były tylko dwudniowe jak na razie wykopki, a jeszcze lepsza zabawa jest jak trzeba zrobić oprysk ziołowy na stonkę .....ale to następnym razem.
...zdjęcie z zeszłego roku i jako ciekawostka to powiem wam że zaczynalismy jeszcze latem i kopałam motyczką,no chyba się zużywam z roku na rok coraz bardziej   :)